Forum Nasza Szkapa Strona Główna Nasza Szkapa
forum ło qniach


odwiedź naszą stronę:

www.naszaszkapa.pl



Nie pytaj, co Szkapa może dać Tobie. Zapytaj, co Ty możesz dać Szkapie?

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Tragedia 4 koni

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Nasza Szkapa Strona Główna -> Pomóż koniom
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kasiak25
źrebak
źrebak


Dołączył: 31 Paź 2008
Posty: 8

PostWysłany: Sob. 01 Lis. 2008, 01:34    Temat postu: Tragedia 4 koni Odpowiedz z cytatem

Tragedia czterech koni!
Semir, Kasztanka, Źrebaczek i Staruszka są o krok od śmierci!

Zima to dla nas czas smutku i zastanowienia. Tak wiele koni straci teraz życie. Tak wielu ludzi pozbędzie się swoich koni, a na wiosnę kupią następne. Ale nie wiedzieliśmy, że ten okrutny los spotka także naszego przyjaciela…

Semir trafił do naszej zaprzyjaźnionej stajni na rekonwalescencję. Miał w nozdrzach guza, który utrudniał mu oddychanie. Mimo to koń czuł się znakomicie. Na padoku szalał jak źrebak, miał mnóstwo energii i duży temperament. Jego właściciel miał go leczyć. Obawialiśmy się jednak, że nie wystarczy mu zapału, więc zaoferowaliśmy pomoc.
Semir wyjechał jednak ze stajni pod pretekstem kolejnych badań.
Nic nie wskazywało na to, że grozi mu niebezpieczeństwo…

Przypadek sprawił, że wracając do domu, nasza koleżanka Wiola wstąpiła do pobliskiego gospodarstwa. Zawsze unikała tego miejsca. Wiola ratuje koniom życie. Sąsiad, handlarz wywozi konie do pobliskiej ubojni. Na co dzień są dla siebie wrogami.
Coś jednak kazało jej tam wejść…

W stajni stało kilka smutnych koni. Jeden z nich wydał się Wioli znajomy. Handlarz zapytany o niego, odpowiedział, że ma grypę, stąd ta ropa cieknąca z nozdrzy. Serce jej zadrżało. To był Semir!
Podeszła bliżej i niedowierzała własnym oczom. Nie był nawet podobny do tego wesołego, pięknego konia, który stał u niej w stajni. Jego wzrok pozbawiony był nadziei. Żebra wystawały spod matowej sierści. Z nozdrzy kapała krew…Nie było wątpliwości. To był on.

Semir także poznał Wiolę. Ożywił się na chwilę i nie spuszczał jej z oczu. Wiola udawała, że go nie zna. Nie mogła mu nawet powiedzieć na ucho, że wróci, że mu pomoże. Nie miała pewności. Nie chciała go okłamać, zdradzić tak jak ukochany pan, którego woził na swoim grzbiecie 3 razy w tygodniu na przejażdżki po lesie.
Semir nie walczył ,nie rżał. Odprowadził ją wzrokiem i cichutko parsknął jakby chciał powiedzieć dowidzenia, żegnaj…

Wiola wyszła ze stajni roztrzęsiona. Nie wierzyła w to co przed chwilą zobaczyła.
Przecież Semir miał być leczony, przecież oferowaliśmy naszą pomoc! A teraz widzimy go tutaj. W ostatnim miejscu, u pośrednika śmierci.
Semir był tak uwiązany, ze nie mógł nawet schylić głowy żeby wykrztusić wydzielinę. To mu zawsze pomagało...W każdej chwili mógł się zacząć dusić. Czy ten koń nie zasłużył przez wiele lat pracy chociażby na godną śmierć?

Kiedy kupujemy konia w biednym gospodarstwie, a wokół właściciela zbiera się liczna gromada dzieci w podartych sweterkach i policzkach czerwonych od mrozu, można mówić o zrozumieniu. Ale ten właściciel wiedział, że istnieje inna alternatywa. Mimo to chłodno skalkulował, że za sprzedaż przyjaciela dostanie jeszcze pieniądze.
Jest więcej okrutnych szczegółów tej sprawy, ale nie możemy ich zdradzić dopóki Semir nie będzie bezpieczny. Od śmierci dzieli go zaledwie 12 kilometrów. Kilka oddechów. On tak naprawdę już umiera…Oby Semir walczył o życie i nie stracił nadziei.




Dostaliśmy tydzień na jego wykup. W Słomnikach konie bije się w poniedziałek i piątek. Ale Semir może nie wytrzymać. Jeśli zacznie się dusić właściciel załaduje go na samochód, który czeka na podwórku i natychmiast wywiezie do ubojni, żeby nie stracić pieniędzy.

Obok Semira zastaliśmy piękną, szlachetną kasztankę. Co ona tam robi? Jest młoda, zdrowa, ma jeszcze podkowy na nogach. A na oczach, o ironio, ochraniacz przeciw muchom. To koń przywieziony prosto ze szkółki jeździeckiej! Jak tylko skończył się sezon, tak jak stała, tak spakowano ją do samochodu. Ale zanim ja sprzedano, klacz została tak skatowana, że nie była w stanie stać w transporcie! Handlarz skomentował to tak: "Zajechali konia. Przywiozłem ją na leżąco..." To nie mieści nam się w głowie. Zaglądamy do paszportu, właścicielem konia była kobieta…

Kasztanka ma zaledwie cztery lata. Ma dobre pochodzenie. Jest szlachetnym koniem rasy małopolskiej. Handlarz wykorzystuje każdą chwile żeby ja utuczyć. Koń pochłania ogromne ilości jedzenia. Jak sam handlarz przyznał dawkę śmiertelną.
Jak widzicie sprawców tej tragedii jest wielu. Handlarz jest tylko pośrednikiem. na rzeź skazują konie ich właściciele. Możemy obiecać, że zrobimy wszystko aby tak szybko nie zapomnieli o krzywdzie wyrządzonej Kasztance.

To niestety nie koniec tragicznych historii…
W tym samym czasie zostaliśmy wezwani do interwencji. W okolicy Krakowa mieszka obłąkany człowiek, który posiada konia. Klacz jest zachudzona, stara i właściciel nawet jej nie poi.
Nie zdążyliśmy zainterweniować. Następnego dnia także i ona pojechała do handlarza. W tej okolicy wieści szybko się rozchodzą…
Klacz jest bardzo agresywna. Kwiczy i nie pozwala do siebie podejść .Na siwym pysku widnieje grymas bólu. Koń ma krzywy zgryz, nawet gdyby chciał, to nie może zmielić łuski i go strawić. Klacz jest tak potwornie chuda, że nie możemy na to patrzeć. Powróz wbija się w jej szyje. Oczy ma przymknięte.

Ta staruszka jest do złudzenia podobna do Fuksa, którego uratowaliśmy prawie rok temu. Fuks niestety odszedł po kilku tygodniach. Nowe życie nie było mu dane na długo. A może tyle wystarczyło by na nowo uwierzyć w człowieka i odejść w spokoju?

To nie nasza rola, rozstrzygać czy warto? Ile ta staruszka jeszcze pożyje? Ile jeszcze podobnych tragedii będzie miało miejsce?
Tego nie wiemy. Naszą rolą jest zrobić wszystko co w naszej mocy, żeby pomóc jak największej ilości zwierząt, a jednocześnie walczyć o nie na arenie prawa.
Czy warto było ratować Staruszka- Fuksa zapytajcie jego opiekuna, który bez zastanowienia wyciągnął pieniądze i przygarnął go do siebie. Znosił wszystkie ukąszenia i wrogie spojrzenia. Wiedział, że to nie jego wina. To w obronie własnej. Przynosił ciepły mesz do żłobu i niczego nie chciał w zamian. Fuks odszedł trzymając głowę na jego kolanach….
Czy warto ratować kolejne konie, na to musicie odpowiedzieć sobie sami.
Ich los zależy tylko od ludzi.

Do handlarza trafił także młody źrebak. Przyjechał razem z cielakami. Właściciel zastrzegł sobie, ze sprzeda bydło tylko jeśli razem z nim pozbędzie się także konia. Nie znaczył dla niego więcej niż kilkaset kilogramów mięsa.
Ogierek jest szlachetny, zdrowy, wysoki. Ma kształtną głowę i proporcjonalną szyję.
Mógłby wyrosnąć na fajnego konia pod siodło. Ale czy on w ogóle jest komuś potrzebny?

Może ktoś z Was szuka konia, który w przyszłości nadawać się będzie pod siodło?
Chciałby patrzeć jak maluch rośnie i wyobrażać sobie cóż to będą razem przeżywać w terenie, gdzie nie pojada, czego nie osiągną…Może ktoś szuka po prostu przyjaciela?

W swojej działalności musimy dokonywać trudnych wyborów, często zimnej selekcji.
Koni potrzebujących pomocy jest tysiące. Fundacja Viva! oraz ludzie stojący po naszej stronie barykady, mogą pomóc zaledwie części z nich. Ale to jest dla koni jedyna szansa.

Konie musimy wykupić do następnego piątku.
Za Semira musimy zapłacić 2 tysiące złotych. Za Kasztankę 3 tys.
Staruszka i Źrebak są do kupienia w cenie poniżej 1500zl za konia.
To są ceny wyjściowe. Będziemy się oczywiście targować najlepiej jak umiemy.
Będziemy walczyć o te cztery konie!

Prosimy wszystkich o pomoc w uzbieraniu pieniędzy.
Wpłaty można kierować na konto:

Fundacja Viva!
KREDYT BANK S.A.
VI O/Warszawa
53 1500 2080
1220 8000 0100 0000

z dopiskiem „ 4 konie”

Będziemy organizować zbiórki w szkołach w całej Polsce, oraz na terenie sklepu Carrefour w CH Arkadia w Warszawie. Prosimy wszystkich o przyłączenie się do akcji!
http://vegie.pl/topics81/2021.htm?sid=11e359811a982edbc8393e0b912b304e

Wszystkich zainteresowanych prosimy o kontakt:
Aldona Chełchowska mail: aldona@viva.org.pl, tel. 0-603-791-021,
Katarzyna Humanicka mail: kasia@viva.org.pl, tel. 0-513-307-346
Skorzystamy z każdej możliwej formy pomocy.
[/b]
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
T.B.
koniuszy


Dołączył: 17 Maj 2005
Posty: 5648
Skąd: Koziegłowy koło Poznania

PostWysłany: Sob. 01 Lis. 2008, 01:45    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Gdzie Viva ma schroniska dla koni?
_________________

Nie ufam ludziom, którzy zajeżdżają konie.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
kasiak25
źrebak
źrebak


Dołączył: 31 Paź 2008
Posty: 8

PostWysłany: Sob. 01 Lis. 2008, 02:36    Temat postu: Tragedia 4 koni Odpowiedz z cytatem

Nie posiadamy schronisk dla koni, trzymamy konie w hotelach dla koni do momentu aż znajdą nowe kochające domy adopcyjne.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
T.B.
koniuszy


Dołączył: 17 Maj 2005
Posty: 5648
Skąd: Koziegłowy koło Poznania

PostWysłany: Sob. 01 Lis. 2008, 12:23    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Co zapewniacie koniom w tych hotelach?
No i gdzie te hotele są? Może ktoś chciałby zobaczyć?
Weźmy za przykład Semira: kto będzie go leczył, gdy już znajdzie sie w hotelu? O ile wiem, leczenie takich koni nie jest standardową usługą hoteli, czy raczej pensjonatów dla koni.
_________________

Nie ufam ludziom, którzy zajeżdżają konie.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
kasiak25
źrebak
źrebak


Dołączył: 31 Paź 2008
Posty: 8

PostWysłany: Sob. 01 Lis. 2008, 13:15    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

T.B. napisał:
Co zapewniacie koniom w tych hotelach?
No i gdzie te hotele są? Może ktoś chciałby zobaczyć?
Weźmy za przykład Semira: kto będzie go leczył, gdy już znajdzie sie w hotelu? O ile wiem, leczenie takich koni nie jest standardową usługą hoteli, czy raczej pensjonatów dla koni.


Witam, jeśli któs jest zainteresowany obejrzeniem naszych już uratowanych koni prosze pisać bezposrednio na mojego maila
kasia@viva.org.pl, szukamy oczywiście nowych domów adopcyjnych dla naszych koni.
Oczywiście leczenie koni nie jest standardową usługą pensjonatów, jeśli uda nam sie zebrać pieniądze na uratowanie Semira zrobimy wszystko żeby Semirowi zapewnić jak najlepszą opieke medyczną.
Mamy juz lekarzy którzy zajmują się naszymi końmi.
Pozdrawiam
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
kasiak25
źrebak
źrebak


Dołączył: 31 Paź 2008
Posty: 8

PostWysłany: Wto. 04 Lis. 2008, 15:26    Temat postu: Tragedia 4 koni Odpowiedz z cytatem

Mamy kupca na źrebaczka. Wpłacił juz cala kwotę na jego wykup, współpracuje z Przystań Ocalenie w Tychach.
Mamy tez chętną do adopcji Kasztanki, która będzie przy wykupie i wpłaci 2000zl.My musimy dopłacić juz tylko 1000zl.Te konie są juz wiec bezpieczne! Jesli te dwie sprawy się powiodą to mamy juz pieniądze na wykup Semira! Wiemy, ze nadal, żyje, jje, podobno nawet lepiej oddycha! Właściciel czeka tak jak obiecał do piątku.
Brakuje nam w ten sposób tylko 1500zl na Staruszke! Mamy jeszcze kilka dni wierzymy, ze i jej się uda...

Wszystkie konie będą objęte umowa, która gwarantuje im dożywocie. Nigdy więcej ich życiu nie będzie zagrażać niebezpieczeństwo.

Trzymajcie kciuki żeby wszystko się powiodło!
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
kasiak25
źrebak
źrebak


Dołączył: 31 Paź 2008
Posty: 8

PostWysłany: Sro. 05 Lis. 2008, 22:16    Temat postu: Tragedia 4 koni Odpowiedz z cytatem

Witajcie,
akcja ratunku czterech koni jest nadal aktualna.
Zebralismy juz fundusze na uratowanie trzech z nich. Kasztanka i Zrebaczek znalazly juz nawet nowe domy!
Semir żyje, czeka, właściciel twierdzi, ze nawet zaczal jeść!
To tyle pozytywnych informacji...

Nie mamy pieniedzy na wykup Staruszki. Musimy jechac do Krakowa juz dzisiaj bo sprawy sie skomplikowaly.Wokol zycia tych koni zrobilo sie naprawde glosno.Dzieki temu mielismy szanse uzbierac pieniadze, ale mamy tez klopoty...Ktos niezyczliwy probuje nam te akcje utrudnic.
Dlatego prosimy Was wspomozcie i te stara, schorowana klacz, bo i ona zasluzyla na zycie. Bedziemy Was na biezaco informowac o dalszych losach tych koni.
Pieniadze mozna wplacac do piatku!
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
kasiak25
źrebak
źrebak


Dołączył: 31 Paź 2008
Posty: 8

PostWysłany: Czw. 06 Lis. 2008, 17:40    Temat postu: Tragedia 4 koni Odpowiedz z cytatem

Akcja ratunku czterech koni trwa!
Semir i Kasztanka są już wykupione. Przewiezlismy je wczoraj w nocy do bezpiecznej stajni. Kasztance nie zagraża juz żadne niebezpieczenstwo. Semir walczy o życie!
Wczoraj było z nim bardzo źle. Dzisiaj rano nabraliśmy nadziei, że wyzdrowieje. Ożywił się, zjadł porcje owsa, ale nadal ma problemy z oddychaniem. Czekamy na przyjazd weterynarza. Handlarz dal się przekonać żeby przewieźć Staruszkę i Źrebaka kredytowo.
Mamy jednak problemy z negocjacją ceny. Najważniejsze jednak, że są już bezpieczne, nie pozwolimy im już zrobić krzywdy.
Mamy wam tyle do opowiedzenia, ale musimy najpierw zająć się końmi.
Jak tylko wrócimy z Krakowa napewno wszystkiego się dowiecie.
Ale jedno musimy Wam powiedzieć natychmiast.
DZIEKUJEMY!
http://pl.youtube.com/watch?v=L6UYcURzRWI
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
kasiak25
źrebak
źrebak


Dołączył: 31 Paź 2008
Posty: 8

PostWysłany: Pon. 17 Lis. 2008, 20:01    Temat postu: Dalsze losy koni Odpowiedz z cytatem

O ratunek dla tych koni walczyło z nami wielu miłośników zwierząt z całej Polski.
Cudem udało nam się uzbierać pieniądze w ciągu jednego tygodnia. Jeszcze w drodze do Krakowa otrzymywaliśmy ostatnie brakujące sumy. Odzew wśród ludzi był ogromny, za co Wam serdecznie dziękujemy! Jednak rozgłos jakiego nabrała ta sprawa, dotarł także do właściciela koni. Ich wykup stanął pod znakiem zapytania…
Handlarz przeczytał informacje o akcji w Internecie. Wiedział już, że bardzo zależy nam na tych koniach, więc zadzwonił by podwyższyć cenę, wmawiając nam, że Źrebaczek został zważony i w Słomnikach zapłacą mu za niego więcej. Groził, że nie będzie czekał i wywiezie konie do ubojni.
Domyślaliśmy się, że to manipulacja, jednak my też mieliśmy coś w zanadrzu...Wiedzieliśmy, że handlarz chciał się jak najszybciej pozbyć problemu, w obawie przed publicznym postawieniem go w złym świetle. Udało nam się wynegocjować, że najpierw przywiezie konie do nas a później porozmawiamy o cenie. Cieszyliśmy się, że przystał na nasze warunki i konie znajdą się w bezpiecznym miejscu, ale obawialiśmy się, że nie wystarczy nam pieniędzy na wykup wszystkich.

Pełni niepokoju o życie naszych koni pędziliśmy do Krakowa. Handlarz dotrzymał słowa i przywiózł Staruszkę i Źrebaka, a my odłożyliśmy spłatę na wieczór i ruszyliśmy natychmiast do pobliskiego gospodarstwa po walczącego o życie Semira i jego towarzyszkę Kasztankę. Nie mieliśmy pewności czy na ratunek nie jest już za późno…

Na miejscu zastaliśmy wstrząsający widok. Semir wyglądał dużo gorzej niż się spodziewaliśmy.
Umierał na naszych oczach. Chcieliśmy go jak najszybciej zabrać żeby wiedział, że ma o co walczyć. Baliśmy się, że będzie problem z załadunkiem koni, ale one ułatwiły nam zadanie. Czym prędzej wbiegły do ciężarówki jakby na hasło „uciekajmy stad!". W swojej niedoli Semir i Kasztanka bardzo się zżyły. Cieszyliśmy się, że uzbieraliśmy pieniądze na wykup obu koni, bo niewyobrażalne byłoby je rozdzielać.

W naszej stajni wreszcie odetchnęliśmy z ulgą, ale to nie był koniec koszmaru… Stan Semira z minuty na minutę się pogarszał. Transport bardzo go wyczerpał, a emocje związane z powrotem do domu dodatkowo go obciążyły. Koń o mały włos się nie udusił. Coraz szybciej oddychał, oparł pysk na szyji Kasztanki i głośno charczał. Modliliśmy się żeby to nie był koniec...Stał tak dłuższą chwilę i uspokoił się. W nocy nie mogliśmy spać. Nadal baliśmy się o jego życie…

Z samego rana wezwaliśmy lekarza weterynarii. Na szczęście Semir bardzo dobrze zareagował na steryd i antybiotyki. Jednak to był dopiero wierzchołek góry lodowej. Dzisiaj przyjechał do niego kolejny specjalista aż z Warszawy, który zrobił endoskopię specjalnym aparatem o najmniejszej możliwej średnicy. Zrobił także biopsję guza, która potwierdzi lub wykluczy raka.
Leczenie Semira jest więc bardzo kosztowne… Być może czeka go operacja…
Ale czy to była bariera dla poprzedniego właściciela, który jest z zawodu lekarzem weterynarii?!!!
Nasi lekarze stwierdzili, że koń nie cierpi, ma drożny jeden przewód nosowy, którym normalnie oddycha. Guz może być zwykłym naczyniakiem, który oblany parafiną po prostu odpadnie. Jeśli nawet jest to nowotwór to nie zaatakował jeszcze kości. Semir na pewno jeszcze sobie pożyje.
Czy musiał go spotkać taki los? Jeśli nawet właściciele uznali, że koń jest już bezużyteczny, mogli go chociaż uśpić. Znają przecież realia w jakich giną polskie konie skazane na rzeź…

Po zbadaniu Semira zajęliśmy się Kasztanką. Dla jej zdrowia najważniejsze było zerwanie podków, które nosiła od lata! Były za małe i na dodatek robione metodą „chałupniczą". Podkowy wrosły Kasztance w kopyta, co utrudniało jej chodzenie i sprawiało ból. Kolejną przykrą dolegliwością był stan zapalny stawu skokowego. Problemy z nogami wynikały z nadmiernego przepracowania u poprzednich właścicieli. Jak pisaliśmy Wam wcześniej, klacz z wycieńczenia nie miała siły się podnieść, do handlarza została przetransportowana na leżąco… Kiedy lekarz sprawdził jej uzębienie dowiedzieliśmy się, że ma co najwyżej 3,5 roku. Jak na tak młodego konia doświadczyła zbyt wiele... Na szczęście los się do niej uśmiechnął. Nadszedł kres jej cierpienia, a historia jaka temu towarzyszy wprawiła nas w zdumienie. Stało się coś niesamowitego…
Historia Kasztanki wzruszyła wiele osób, które zadeklarowały, że chciałyby ją kupić. Jedną z nich była młoda dziewczyna, Maja, która marzyła o własnej klaczy. Przeczytała historię Kasztanki i wiedziała, że musi jej pomóc. Podczas spotkania, Maja urzekła nas tym, że pokochała tego konia od pierwszego wejrzenia. Powiedziała nam, że wybrała już nawet dla niej imię. Podczas kupna zajrzeliśmy do paszportu Kasztanki. Jej prawdziwe imię to „Juna". Nogi się pod nami ugięły. Tak właśnie w swoich marzeniach nazwała ją Maja!!! Czy to magia? Przeznaczenie? Sami oceńcie J

Lekarz weterynarii zbadał także wszystkie pozostałe konie. Staruszka, która faktycznie ma na imię Kryza, ma bardzo złe krążenie krwi i problemy z sercem, a także bakteryjne zapalenie spojówek. Wynika to z niedożywienia i długotrwałego przebywania w bardzo złych warunkach. Potwierdziły się nasze przypuszczenia, że Kryza ma problemy z zębami. Jej krzywy zgryz i za długie siekacze zszokowały nawet samego weterynarza.
Klacz jest bardzo wyniszczona, ale ku naszemu zaskoczeniu, nie jest wcale taka stara! Lekarz określił jej wiek na 15-18 lat. Zadziwiło nas także jej zachowanie. Kryza, którą poznaliśmy jako agresywną klacz, zamieniła się w spokojnego konika, do którego można się przytulić. Zauroczyła nawet pana doktora, któremu szczególnie zależy na jej zdrowiu. By podjąć leczenie Kryzy musimy jeszcze pobrać krew do analizy, oraz zrobić echo serca. Klacz ma bardzo poważne uszkodzenie zastawki mitralnej. Jej życie jest na tyle zagrożone, że resztę zabiegów, takich jak spiłowanie zębów, musimy odłożyć na później.

Źrebaczek jako jedyny nie wymagał leczenia. Emur, bo tak ma na imię, był zdrowy, piękny ale nieokrzesany. Przykre doświadczenia zaważyły na jego zachowaniu. Kontakt z człowiekiem był dla niego czymś zupełnie nowym. Do tej pory przecież wychowywał się wśród krów…
Już w czasie zbiórki znaleźliśmy wspaniały dom dla Emura, a jego opiekun sfinansował wykup. Niestety maluch z powodu obniżonej odporności załapał grypkę. Na początku trudno było mu zrobić zastrzyk, ale szybko przekonał się, że nie chcemy mu zrobić krzywdy. Miło nam teraz popatrzeć jak ten niesforny konik oswaja się z nowym życiem i kładzie głowę na ramieniu swojego pana. Emur stał się kolejnym członkiem rodziny, zarówno naszej fundacji jak i nowych właścicieli.

Dziękujemy serdecznie wszystkim darczyńcom, którzy wsparli nas w akcji ratowania Semira, Kasztanki, Źrebaka i Staruszki. Bez Was nie dali byśmy rady. Macie wielkie serce!
Dziękujemy także naszym lekarzom weterynarii, panu Darkowi Polakiewiczowi i pani Blance Wysockiej, za specjalną opiekę jaką zapewniają naszym koniom. Razem z nimi dołożymy wszelkich starań aby uratowane konie jak najszybciej wróciły do zdrowia.

Wobec poprzednich właścicieli Kasztanki i Staruszki podjęliśmy czynności interwencyjne. Nie chcemy aby kolejne konie ucierpiały z ich ręki.
Sprawę Semira pozostawiamy sumieniu jego porzedniego pana. Mamy nadzieję, że udowodniliśmy mu, że zwierzę nie jest rzeczą, ale przyjacielem.
Nowym opiekunom Kasztanki i Źrebaka serdecznie dziękujemy za ich natychmiastową reakcję i miłość jaką dają tym cudownym koniom.

Przepraszamy wszystkich za opóźnienia w relacji z akcji ratowania tych czterech koni.
Wynikają one z kolejnej niemoralnej afery, o której wcześniej nie mogliśmy Wam powiedzieć.
Obejrzyjcie program „Tomasz Lis na żywo" już dziś o godzinie 21.40 na programie drugim.
Dowiecie się dlaczego byliśmy tak bardzo zajęci…

Fundacja Viva! -- Akcja dla Zwierząt
ul. Kopernika 6/8, 00-367 Warszawa
tel.: (22) 828 43 29; fax.: (22) 827 88 62
ratujkonie@gmail.com
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
kasiak25
źrebak
źrebak


Dołączył: 31 Paź 2008
Posty: 8

PostWysłany: Wto. 18 Lis. 2008, 16:01    Temat postu: Tragedia koni Odpowiedz z cytatem

Historia jako pasja, koń jako rzecz! [komentarz do programu Tomasza Lisa]

W broniach jezdnych koń był ważniejszy od żołnierza w kolejności codziennych czynności. Najpierw koń był czyszczony, karmiony i oporządzany a dopiero potem żołnierz zaspakajał swoje potrzeby bytowe. Przez parę lat zaprawiany do służby w szeregu, na ujeżdżalni, w polu, w marszach i na postoju koń stawał się starym żołnierzem, bezbłędnie reagując na komendy wojskowe.

Często zasłużone konie zostawały w pułkach na “łaskawym chlebie”. Np. koń płk Bolesława Mościckiego dożył 27 lat, dosiadany tylko z okazji uroczystości (padł przed wybuchem II wojny światowej). Koń ppłk Józefa Dunin – Borkowskiego dożył prawie 30 lat (padł w czerwcu 1939 roku). “Jasiek” mjr Adama Królikiewicza wykupiony przez jeźdźca żył 28 lat (padł w grudniu 1933 roku). Można by wymienić jeszcze wiele zasłużonych emerytów – koni. Niektóre jak np. “Bojek” – koń dowódcy pułku później gen. Zygmunta Piaseckiego żył 29 lat. Mimo ślepoty po wybuchu wojny został ewakuowany i oddany na przechowanie do majątku Nowodwór pod Garwolinem. Właśnie tam zakończyła pracowite życie ulubienica Marszałka Józefa Piłsudskiego “Kasztanka”.
Ta słynna klacz była jego wierną towarzyszką w bojach legionowych po stronie Austrii i Niemiec w I wojnie światowej, o niepodległość Polski. Nie była ani specjalnie ładna ani wybitna. Kasztanka była koniem nerwowym, nienawidziła ognia artyleryjskiego, ale gdy jej pan w nim trwał, to mu w tym sekundowała, odwzajemniając się przywiązaniem. Zresztą uznawała tylko swojego pana. Przeczytajcie jak o niej mówił sam Marszałek Piłsudski:
"Tym razem wchodziłem do miasta bez poprzedniego ostrzeliwania. Wchodziłem spokojnie, jak za czasów pokoju. Przyjemne to było wejście do miasta — miałem tylko dużo kłopotu ze swoją kasztanką. Wysłałem do Nowego-Sącza naprzód swoich ułanów, sam zaś maszerowałem z piechotą. Belina doniósł mi, że w mieście przygotowują specjalną owację na cześć moją i mego oddziału. Podjeżdżałem do miasta już wieczorem. Kasztanka już na most na Dunajcu, podziurawiony przez wybuchy, kręciła głową, uważając, że jest zanadto niebezpieczny dla jej szanownego istnienia. Za mostem — wjazd do ciemnej ulicy z nieprzyjemnie brzmiącym pod podkowami brukiem powiększył jej przykrości. Z trwogą nastawiła już uszy. Lecz wreszcie rynek. Jasno oświetlony, czarny od tłumu. Gdym się na nim na kasztance ukazał, rozległ się krzyk całego tłumu i padły pociski z kwiatów. Tego już było stanowczo za wiele dla mojej wiejskiej klaczy, zwinęła się pode mną i chciała uciekać od owacji. Nie mało mnie kosztowało, by ją po prostu wepchnąć na rynek. Szła przez szpaler ludzki ostrożnie, nieledwie zatrzymując się co parę chwil. Czułem pod sobą, jak nieszczęśliwe stworzenie szukało ucieczki. Musiałem kasztankę ciągle pchać naprzód, tak, iż po wyjeździe z rynku poznałem i ja, że owacja coś kosztuje. Czułem doskonale, że mam nogi, tak miałem je zmęczone."

Chcielibyśmy aby każdy współczesny kawalerzysta traktował konia z takim uczuciem i szacunkiem. Niestety tak nie jest…Koń potrafi okazać przyjaźń i oddanie. Ale czy człowiek odpłaca się tym samym?
Na stronie Szwadronu Niepołomice w barwach 8 Pułku Ułanów Księcia Józefa Poniatowskiego czytamy: „Każdy Członek Stowarzyszenia ma prawo do ubiegania się o udzielenie mu zaszczytu noszenia barw pułkowych. Nadanie barw pułkowych zobowiązuje do prezentowania postawy godnej Ułana Księcia Józefa”…
Oprócz honoru i szacunku ułani deklarują także bezgraniczną miłość do koni. Ale niestety do czasu…kiedy konie nie będą już potrzebne.

Konie, które brały udział w uroczystościach i paradach takich jak święto odzyskania niepodległości a są używane przez Stowarzyszenie Szwadron Niepołomice, 8 Pułk Ułanów Księcia Józefa Poniatowskiego są sprzedawane na rzeź. Fundacja MRNRZ Viva! Oraz Krakowskie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami wykupiło 5 koni od jednego z reprezentantów tego stowarzyszenia, który na co dzień trudni się handlem końmi na rzeź.

Czym więc jest w dzisiejszych czasach koń dla ułana?
To pytanie pozostawiam bez komentarza. Przytoczę tylko prorocze słowa z fragmentu wiersza ofiarowanego przez poetę Włodzimierza Przerwę-Tetmajera
dla 8 Pułku Ułanów:

„Czy tu porządek dawny wszędy?
Czy żyje polska cnota stara?
Czy nie zapomniał kto komendy:
Polskie ułany! Naprzód wiara”

Między jeźdźcem a koniem istniała kiedyś szczególna więź. Koń był przyjacielem, towarzyszem w doli i niedoli. Dlatego też najsmutniejszą chwilą był czas, gdy ułan musiał pożegnać się ze swoim wierzchowcem, bowiem nie sposób było zatrzymać wszystkich wysłużonych weteranów. Wielu ginęło w bitwach, bądź rannych trzeba było zastrzelić. A gdy żołnierz umierał koń towarzyszył mu w ostatniej drodze…
http://pl.youtube.com/watch?v=j9Gtm5jKCpY

www.viva.org.pl , ratujkonie@gmail.com
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Nasza Szkapa Strona Główna -> Pomóż koniom Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group